Kiedy utkniesz w nielubianej pracy…

Lubię to!

Zastanawiające, jak wielu ludzi nie lubi swojej pracy i regularnie lajkuje obrazki w stylu „piątek, piątunio”, a jednak nie robią nic, aby to zmienić. Co naprawdę trzyma nas w tej niewoli i jak się z niej wyrwać.

Streszczenie

  • Zacznij od pytania, jak trafiłeś/trafiłaś do tej pracy? Tylko nie mów, że przypadkiem. Przypadkiem to można wdepnąć w kałużę, ale nie w miejsce, gdzie spędzasz 2/3 życia. Na co liczyłaś, idąc właśnie tu?
  • Co Cię tu trzyma? Lenistwo, strach przed nieznanym, nawyk, brak wiary w siebie, czy brak świadomości, że Twoje życie właśnie przecieka Ci między palcami? A może jednak dostajesz tu coś, dla czego mimo wszystko warto się poświęcać? To najważniejsze pytania dla dalszych kroków.
  • Czego Ci potrzeba, aby wyrwać się z tej pułapki? Kiedy zrozumiesz, czego Ci potrzeba, aby polubić swoją pracę, łatwiej Ci będzie ocenić, czy wystarczy tylko „przemeblowanie” w obecnej pracy, czy spełnienia trzeba poszukać gdzie indziej. 
  • Jeśli brak Ci siły, aby ruszyć się z miejsca, zadaj sobie pytanie, czy widzisz siebie tu dalej dzień w dzień przez kolejne pięć lat. Życie jest za krótkie, aby lubić je tylko w weekend. Jeśli nic nie zmienisz, wszystko pozostanie tak, jak jest.

Całość

Jeśli nie zmienisz kierunku, możesz trafić tam, dokąd zmierzasz  Lao Tzu

Przez szereg lat lat temu pracowałem jako zawodowy tłumacz. Jednym z moich klientów była amerykańska firma, budująca luksusowe biurowce. Akurat weszła do Europy, a ja – po dwóch latach współpracy w charakterze tłumacza – okazałem się idealnym kandydatem na lokalnego managera. Zaproponowano mi fantastyczne warunki finansowe i poczucie, że oto jestem kimś.

Szybko odkryłem, iż rzeczywistość mocno odbiega od tego, czego się spodziewałem. W zawodzie tłumacza miałem status kogoś w rodzaju supergwiazdy. Z dnia na dzień utraciłem go jednak, kiedy objąłem nowe obowiązki. Okazało się bowiem, że nie mam pojęcia o mnóstwie rzeczy, które dla moich amerykańskich kolegów po Harvardach były oczywiste. Tak zderzyłem się ze ścianą własnej niekompetencji i życiem od potknięcia do potknięcia.

Na przykład, polecono mi przygotować budżet na pierwszy rok działania nowego biurowca. Na wzór dostałem opasły segregator z budżetem podobnego budynku z Chicago, laptopa z programem Lotus 1-2-3 (poprzednik Excela), o którym nie miałem zielonego pojęcia, oraz termin: tydzień.

Nie było jeszcze internetu, nie miałem kogo poprosić o pomoc i kompletnie nie wiedziałem, jak się za to zabrać. Co to w ogóle, do cholery, jest ten „budżet”? W ciągu kolejnych 2-3 lat przywykłem więc do niewyspania, strachu przed dzwonkiem telefonu, który zawsze oznaczał problemy, i porannych mdłości, kiedy wsiadałem do mojego wypasionego auta, aby pojechać do nielubianej pracy po kolejną porcję stresu.

Chociaż nie lubiłem większości tego, co wypełniało moje dni, dzisiaj muszę uczciwie przyznać, że przed zmianą pracy powstrzymywały mnie doskonałe warunki pracy i płacy. Innymi słowy, pomimo minusów, przez długi czas bilans zalet był wyższy, niż kosztów. Doskonale zarabiałem, miałem wszystkie atrybuty życia i pracy wysokiego managera amerykańskiej korporacji i każdego dnia uczyłem się czegoś nowego. Do tego pracowałem z zupełnie niezwykłymi ludźmi – pracowitymi, wszechstronnie kompetentnymi i mądrymi.

Może nie spełniły się tam wszystkie moje oczekiwania, ale przez długi czas na pewno te najważniejsze. Odszedłem zresztą stamtąd, kiedy po zmianie właściciela wszystko w firmie zaczęło wyglądać inaczej. Aż szkoda, bo do tego czasu już nauczyłem się tego wszystkiego, czego brak kiedyś kosztował mnie tyle stresu.

Odejście z tak dobrego kiedyś miejsca było więc bardzo świadomą decyzją – nie chciałem pracować z karierowiczami, których jedyną myślą po przylocie do Polski z USA było załapać się na lepiej płatną fuchę w Rosji – wtedy amerykańskie firmy płaciły tam lepiej. Przestałem uczyć się nowych rzeczy, a w codziennej pracy coraz większą rolę odgrywała wewnątrzkorporacyjna „polityka”, której nie znoszę.

Kiedy już wewnętrznie dojrzałem do zmiany pracy, jeszcze jakiś czas tam tkwiłem, chyba po prostu z wygody i lenistwa – nie chciało mi się za bardzo szukać innej pracy, bo byłem w stanie sprawnie funkcjonować bez nadmiernego wysiłku. W końcu jednak jakaś pozornie drobna sprzeczka z szefem skłoniła mnie do decyzji o odejściu i poszukaniu czegoś innego.

Wolność to uświadomiona konieczność – Tadeusz Kotarbiński, filozof

Jeśli tkwisz dzisiaj w nielubianej pracy, koniecznie zacznij od znalezienia odpowiedzi na pytania: a) na co liczyłem/am, przychodząc tu do pracy i b) czego tak bardzo w tej pracy nie lubię. Jeśli męczysz się tam dlatego, że nie masz odwagi poszukać innej pracy albo dlatego, że nie lubisz kogoś przy sąsiednim biurku, to każda z tych sytuacji jest zupełnie inna i wymaga innej strategii. Te dwa pytania pomogą Ci właściwie ocenić sytuację i zdecydować, co dalej.

Może wystarczy przenieść się na dalsze biurko albo stanowczo rozmówić z tym, kto gra Ci na nerwach. A może trzeba szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie, czy bardziej przeraża Cię ryzyko trudności finansowych i rozmów kwalifikacyjnych, czy spędzenie w obecnym miejscu kolejnych lat…

Mój wielki mentor Tony Robbins mawia: the bigger the WHY, the easier the HOW – im ważniejsze DLACZEGO, tym łatwiejsze JAK. Kiedy już znasz odpowiedź na te podstawowe pytania, będziesz wiedzieć, jakie jest Twoje DLACZEGO. Może się okazać, że te rozmowy kwalifikacyjne nie są aż tak straszne, albo że warto zacisnąć zęby, pracując z wymagającym, ale mądrym szefem, dzięki któremu stajesz się kimś o wiele lepszym.

Przede wszystkim jednak zmierzysz się już teraz z realnością pozostawania w obecnej sytuacji jeszcze długo, co zapewne Cię czeka, jeśli pozostawisz sprawy własnemu losowi. Na wojnie mawia się, że najgorsza decyzja to brak decyzji, bo zmusza Cię do reagowania na działania innych, zamiast je kreować. Nie ma złych okoliczności, są tylko takie, na które się nie przygotowaliśmy. Jeśli w obecnej pracy się męczysz, przyjrzyj się temu i spraw, aby cokolwiek nie działo się dalej, było Twoim świadomym wyborem.

ZADANIA DO WYKONANIA

  • Weź małego, kwadratowego post-ita. Musi być mały i kwadratowy, bo wtedy nie będziesz mieć miejsca na przydługie dywagacje. Wypisz na nim trzy rzeczy, na które najbardziej liczyłeś/aś, podejmując pracę tu, gdzie jesteś. Każdy z punktów powinien zawierać maksimum dwa słowa.
  • Następnie obok każdego punktu napisz TAK lub NIE jako odpowiedź na pytanie: czy w obecnej pracy to otrzymuję
  • Teraz powinno Ci być już o wiele łatwiej właściwie ocenić swoją obecną sytuację. Zanim jednak podejmiesz jakiekolwiek ostateczne decyzje, na drugim posticie wypisz trzy największe wartości, które daje Ci obecna praca. Nawet najgorsza praca ma swoje zalety. Szkoda byłoby utracić coś ważnego, tylko dlatego, że na co dzień skupiasz się bardziej na tym, co Ci przeszkadza. Powodzenia!

Jeśli ten tekst pomógł Ci albo zainspirował, podziel się nim z innymi.
Lubię to!