5 kroków do zbudowania życia od nowa, kiedy wszystko legnie w gruzach

Lubię to!
tulipany

Kiedy po latach sukcesów przez duże „S” wszystko w moim zawodowym życiu nagle runęło w pył, musiałem się z tego podnieść, mając do dyspozycji tylko to, co zostało mi w głowie i w sercu. Oto 5 rzeczy, które pozwoliły mi odbudować życie z katastrofy, którą dziś uważam za najlepsze, co mogło mi się w życiu przydarzyć.

Streszczenie

  • Potraktuj życiową katastrofę jak drugą szansę, jakkolwiek głupio by to nie brzmiało. W życiu obrastamy w ludzi, rzeczy i zależności, z których trudno się otrząsnąć własną decyzją. Kiedy życie podejmie ją za Ciebie, możesz zacząć wszystko od nowa, tylko lepiej.
  • Skup się na jednej rzeczy na raz – ani Twój mózg, ani kalendarz nie znoszą robienia wszystkiego na raz. Pomyśl, co powinieneś teraz zrobić, jeśli mógłbyś robić tylko jedną rzecz. I skup na tym całą energię. Efekty przejdą najśmielsze oczekiwania.
  • Bądź uczciwy wobec siebie i innych. Kiedy toniesz, nie ma czasu na szpan ani błędy. Spójrz na siebie najuczciwiej, jak potrafisz i tak samo traktuj innych. Kiedy stracisz wszystko, Twoja uczciwość będzie Twoją jedyną, za to bardzo silną, walutą.
  • Postanów sobie, że nic Cię nie zatrzyma. Determinacja to nie kwestia siły ani wiary, tylko DECYZJI. Nawet jeśli nie wiesz, czy masz tyle siły, jeśli naprawdę podejmiesz taką decyzję, ona sama utrzyma Cię na najbardziej wzburzonych falach.
  • Znajdź sobie pomocnych ludzi, choćby jedną życzliwą duszę. Samemu trudno niesie się nawet ciężką paczkę, a co dopiero prawdziwe problemy. Aby stanąć na nogi, musisz wziąć pełną odpowiedzialność za siebie, ale pomogą Ci w tym życzliwi ludzie. Wystarczy, że po prostu w Ciebie wierzą albo trzymają kciuki. Nie do przecenienia.

Całość

Charakter jest tym, co Ci pozostaje, kiedy stracisz wszystko, co jest do stracenia – Evan Esar.

Od początku mojego zawodowego życia odnosiłem sukcesy. Byłem osobistym tłumaczem ludzi z pierwszych stron gazet, w tym amerykańskich prezydentów i brytyjskich premierów. Pracowałem jako menadżer w wielkich korporacjach. Do komfortu i stabilizacji przywykłem tak bardzo, że nie wyobrażałem sobie, iż może być inaczej.

Jednak w efekcie kryzysu światowego w 2008 roku, w jednej chwili znalazłem się bez pracy, z lawinowo rosnącym długiem hipotecznym i niespłaconymi kartami – bez żadnych widoków na poprawę tego stanu rzeczy. Miałem 50 lat i zero doświadczeń w szukaniu pracy – zawsze dotąd to ona mnie znajdowała.

W końcu udało mi się uzyskać zaproszenie na kilka rozmów kwalifikacyjnych. Ku mojemu zdumieniu, już na pierwszej pokazowo się sabotowałem, mimo że przebiegała bardzo dobrze. Zapytany o kwalifikacje praktyczne, zaniżyłem je, twierdząc, że „tym to właściwie się nie zajmowałem”. Kiedy już mi podziękowali, długo zachodziłem w głowę, po co sobie to zrobiłem.

Dzięki temu na kolejnej rozmowie już to wiedziałem. Nie wyobrażałem sobie po prostu powrotu do dawnego życia – pracy na placu budowy od 7:00 do 21:00, przy rzeczach, które kompletnie mnie nie interesowały. Pracę menadżera podjąłem lata wcześniej, skuszony astronomicznym jak na moje warunki wynagrodzeniem. Jednak nigdy jej nie polubiłem, ani nie wciągnęły mnie nieruchomości. Latami tęskniłem do pasji, jaką budziło we mnie kiedyś tłumaczenie. Dziś wiem też, że mam silną potrzebę osobistej niezależności, przy której praca w korporacji była więzieniem.

Postawiłem więc zaporowe warunki finansowe i udało mi się pracy nie dostać. Wtedy zdałem sobie sprawę, że oto los uwolnił mnie od brzemienia świetnie płatnej, ale nielubianej pracy i otworzył przede mną szansę na powrót do życia z pasją. Kiedy stracisz wszystko, możesz spróbować czegokolwiek – mówi żydowskie przysłowie. Tak zostałem prezesem zbankrutowanej firmy, posiadającej unikatową metodologię superszybkiej nauki języka i okrągły milion złotych długów…

Następnych kilka lat to historia wydobywania jej z zapaści, pełna pułapek, zwątpień, załamań, upadków i „króciutkich wskrzeszeń, kiedy pełną kieszeń znowu mam”. Szczęśliwie nie zdawałem sobie sprawy, w co się pakuję, inaczej pewnie zabrakłoby mi odwagi. Ale z czasem rosła we mnie determinacja, aby się nie poddać. Rosła też coraz bardziej nadzieja, że to szaleństwo się powiedzie.

Na początku nie wiedziałem, od czego zacząć. Kilkudziesięciu wierzycieli, zero sprzedaży, nieopłaceni pracownicy i zaległe podatki… Wtedy przyszedł mi z pomocą nawyk, jakiego nauczyłem się w dzieciństwie. Kiedyś topiłem się w jeziorze, tuż przy brzegu – zachłysnąłem się wodą. Przerażony szamotałem sie w tej wodzie i nagle, jak błyskawica, w głowie błysnęła mi myśl: Tak się ludzie topią. Panikują i przez to się topią. Masz 3 metry do brzegu. Dopłyń tam! Dusząc się zalanymi wodą płucami, uspokoiłem ruchy i po chwili byłem na brzegu.

Teraz było tak samo: od razu wiedziałem, że mając tyle wyzwań na raz, muszę skupić się na jednym, najważniejszym w tej chwili. Każdego dnia, wielokrotnie zadawałem sobie pytanie: Jeśli mógłbym zrobić dzisiaj tylko jedną, jedyną rzecz, co wybieram? Okazało się zbawienne – kolejno rozbrajałem „bomby”, które mogły wysadzić moją firmę w powietrze i usuwałem je. Pomogło mi to też nie zwariować, kiedy stres zalewał mi mózg. Skupiając się na jednej rzeczy na raz, nie pozwalałem rozwijać się w głowie dziesiątkom czarnych scenariuszy.

Wymagało to bezwzględnie uczciwego patrzenia na rzeczywistość, bez deformowania jej nadziejami ani obawami. Bohater wojny wietnamskiej, amerykański generał Jim Stockdale przeżył w straszliwym obozie jenieckim 8 lat. Kiedy po wyzwoleniu pytano go, jak przetrwał, powiedział, że zawsze wierzył, iż stamtąd wyjdzie, ale otwarcie sobie powiedział, że nie wie, kiedy – może za 30 lat. Wspominał też, że pierwsi padli wtedy nierealistyczni optymiści – kiedy nie wyszli za miesiąc, na święta, na nowy rok, rozczarowanie odbierało im wolę życia. Dlatego uczciwość wobec siebie samego była także dla mnie sposobem na przetrwanie.

Była nim także uczciwość wobec innych. Wierzycielom firmy, którzy już miesiącami czekali na tysiące złotych, mogłem zaoferować tylko bardzo szczere przedstawienie sytuacji: nie mamy nic, ale mamy genialny produkt i niezłomną wolę uratowania tej firmy. Spłacimy Was, ale nie teraz i pewnie długo to potrwa. Ale spłacimy. Wymagało to od nich podjęcia ryzyka zaufania mi i nieskładania do sądu wniosku o upadłość firmy. Nikt mi nie odmówił! Za to niektórzy, po spłaceniu ich, zrezygnowali z należnych odsetek, mówiąc: skoro pan się tak honorowo z tego wywiązał, my rezygnujemy z odsetek. Powodzenia! Są sytuacje, w których uczciwość to wszystko, co masz. Jej siła jest ogromna.

Dzisiaj firma należy do najsilniejszych szkół językowych w kraju, ma kilkadziesiąt oddziałów partnerskich i zupełnie wyjątkowy profil klientów, w tym wiele znanych gwiazd, policję, a nawet Biuro Ochrony Rządu. Sprzedaż rośnie rok w rok po 30%, podczas gdy połowa branży w tym samym czasie znikła z rynku. W 2015 roku sprzedaliśmy kursy językowe za miliony złotych, a my każdego dnia zmieniamy życie ludziom, którzy już stracili nadzieję, że kiedyś nauczą się angielskiego. Nie da się wyrazić, jaką satysfakcję daje to nam wszystkim na co dzień.

Ludzie znający tę historię pytają mnie czasem: gdybyś miał podać jeden czynnik, dzięki któremu to się powiodło, to co nim było? Odpowiadam wtedy: determinacja. Może się wydawać, że determinacja to jakaś niezwykła siła, której większość nas w sobie nie ma. Ja na pewno nie czułem w sobie żadnej wielkiej siły. Ale dla mnie determinacja to po prostu DECYZJA, prawdziwa, do środka decyzja o tym, że nic Cię nie zatrzyma. Kiedy po prostu sobie to postanowisz, wtedy każde CZY zamienia się w JAK? Każda przeszkoda i przeciwność budzi tylko jedną myśl – jak sobie z tym poradzić? Bo że sobie poradzisz, to już wiesz, bo to jest postanowione.

W tym pomogą Ci też Twoi cisi bohaterowie – życzliwi ludzie, którzy trzymają za Ciebie kciuki albo po prostu w Ciebie wierzą. Pomogą, jeśli potrafią, wysłuchają, kiedy nie potrafią. Nie musi być ich wielu. Ja miałem ich tylko i aż troje: moich wspólników Jarka i Anię, i moją żonę Agnieszkę. Zawsze we mnie wierzyli (albo dobrze udawali J) i nawet kiedy nie byli w stanie mi pomóc, ich niezachwiana wiara we mnie utrzymywała mnie w pionie, kiedy mnie jej czasem brakowało. Bezcenne!

 

ZADANIA DO WYKONANIA

  • Popatrz na Streszczenie na początku tego wpisu. Ostatnie cztery punkty to cztery nawyki niezłomnego działania. Weź swój kalendarz i wpisz sobie po jednym takim nawyku jako „nawyk tygodnia” do kolejnych czterech tygodni.
  • W każdym kolejnym z tych tygodni, pracuj nad zbudowaniem jednego nawyku: na przykład, w pierwszym tygodniu postanów sobie skupiać się tylko na jednej rzeczy na raz. W następnym patrzeć na rzeczywistość uczciwie – bez upiększeń i zaczernień.
  • Na efekty nie musisz czekać nawet do końca tygodnia. Zaskoczą Cię od razu. Powodzenia!

Jeśli ten tekst pomógł Ci albo zainspirował, podziel się nim z innymi.
Lubię to!

Zapisz się na darmowy newsletter długoletniego trenera i współzałożyciela Brian Tracy International Polska.

Jim Rohn powiedział: "Motywacja ruszy Cię z miejsca, ale dalej poprowadzi Cię nawyk" - ten newsletter pomaga w zbudowaniu dobrych nawyków, które pozwolą Ci panować nad własnym życiem.

You have Successfully Subscribed!